Miłość na skarpie, czyli sesja narzeczeńska Moniki i Michała

Rzeczywista głębokość kamieniołomu Kantyna nadal pozostaje przedmiotem sporów. Pewne jest natomiast jedno. Ogrom miłości, jaką darzą siebie Monika i Michał nie ma końca, czego dowodem jest ich sesja narzeczeńska.

“Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość”. Woody Allen doskonale wiedział co mówi. Sesja Moniki i Michała początkowo miała odbyć się w winnicy ADORIA z uwagi na fakt, że przyszły Pan Młody jest z zamiłowania piwowarem w Browarze Stu Mostów. Niestety, a może jak się potem okazało stety, właścicieli tego przybytku akurat nie było na miejscu. I tak trafiliśmy do kamieniołomu Kantyna. I tu właśnie rozpoczęła się magia.

Kamieniołom Kantyna znajdziecie w okolicach Sobótki i Wrocławia. To bardzo ładny, malowniczo położony zbiornik o podłużnym kształcie stanowiącym niesamowicie fotogeniczny duet z wysokimi, pionowymi ścianami. Podnóże północno-zachodnich zboczy Ślęży, bo o nim była mowa, jest nie lada gratką dla obiektywu, zwłaszcza w przypadku romantycznych, narzeczeńskich sesji. Smaczku dodaje błękitna, miejscami niemal lazurowa woda, która w zestawieniu z zachodzącym słońcem prezentuje się niemal bajkowo. Perspektywa godna niejednego ujęcia w naprawdę kasowym filmie o miłości.

Monika i Michał to para idealna, jak z obrazka. Nie mówię tu jedynie o tym, że dobrali się dobrze i świetnie się ze sobą czują. Chodzi mi także modeling. Odniosłem wrażenie, że zapomnieli o tym, że mój obiektyw ich obserwuje. Zapewne klimat i niezwykła atmosfera miejsca w którym się znaleźli miała na to duży wpływ, ale nie bez znaczenia pozostaje także to, że cieszyli się swoją obecnością. Ubrani po prostu zwyczajnie, na luzie, bez zadęcia. Wyszło świetnie. Malowniczo, tajemniczo, magicznie. Miło wspominam to popołudnie.